Santa Cruz Superlight 29 – modyfikacja sztycy, widelca i kół

Santa Cruz Superlight w wersji na duże koła to rower w Polsce stosunkowo mało znany. A szkoda, bo jest bardzo uniwersalny i za pomocą kilku sztuczek można go całkowicie odmienić.

Santa Cruz to jedna z tych firm, o których można powiedzieć: kultowa. Została założona w 1993 roku w amerykańskiej Kalifornii. Znakiem rozpoznawczym jest zawieszenie VPP, czyli oparte na wirtualnym punkcie obrotu. Podobne stosują też inne firmy (na przykład Giant), ale patent na VPP ma właśnie Santa Cruz.

Oferta Santy jest dość szeroka – od wyścigowych hardtaili do maszyn zjazdowych. Model Superlight to rower dość dziwny – ma 100 milimetrów skoku i może być złożony jako lekki full lub bardziej hardcorowo, jako maszyna do zabawy. Oczywiście z głową, bo 100 milimetrów to nie 200.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAProste zawieszenie

Superlight wykorzystuje bardzo proste zawieszenie jednozawiasowe. Jako że rower był produkowany przez dłuższy czas, (w wersjach: 26, 27,5 i 29 cali) jest dopracowany. Proste zawieszenia mają jedną podstawową zaletę – są proste w serwisie i nie wymagają mnóstwa łożysk, jak czterozawiasy czy zawieszenia z wirtualnym punktem obrotu. Dzięki damperowi z platformą zawieszenie działa całkiem dobrze i jest bardzo przewidywalne.

Producent nie narzuca rowerzyście charakteru roweru. Superlighta można było kupić w kilku wersjach wyposażenia, które dość mocno się od siebie różniły. Najważniejszą zmianą jest skok widelca, a co za nim idzie różnica w geometrii roweru. Ramę można było połączyć z widłem o skoku 100 mm albo 120 mm. Niby żadna różnica, a jednak…

 

Standardowa sztyca

W wyjściowym wariancie Santa jest złożona „na lekko”. Widelec to Fox 32 z tłumikiem Fit. Amortyzator ten ustawiony jest na 100 milimetrów, ale w serwisie można go przestawić na „120”. Osprzęt stanowi mieszanka grup Shimano SLX i XT w wariancie 2 na 10. Manetki, hamulce (klamki i zaciski), przerzutka przednia, mechanizm korbowy to SLX, przerzutka tylna, kaseta, tarcze i łańcuch to grupa XT. Kaseta ma rozpiętość 11-36, a mechanizm korbowy 24-38. Słowem: uniwersalny zestaw zarówno na góry, jak i niziny.

Koła złożone są na piastach Novatec – 712 tył i 772 przód. Obręcze to kultowe ZTR Cresty – bardzo lekkie, ale i niezbyt wytrzymałe. Szprychy mają logo DT – Aerolity są bardzo lekkie, sztywne i aerodynamiczne. Koła uzupełniają opony bezdętkowe Maxxis – z przodu Ardenty Race, z tyłu Crossmarki.

W rowerze zastosowano standardową sztycę.

Sztyca myk-myk

Pomysł jest taki: przerobić Superlighta na rower bardziej trailowy. Cudów nie będzie, ale za pomocą kilku patentów możemy zwiększyć jego dzielność terenową.

Pierwsza rzecz – wymieniamy sztycę na opuszczaną. Wiadomo, że kątów ramy się nie zmieni, a Superlight ma je dość sportowe (kąt główki ramy – 71, kąt podsiodłowy 73), ale dzięki możliwości obniżenia siodełka, znacznie łatwiej pokonamy ostre zjazdy.

Od pewnego czasu wybór sztyc opuszczanych jest bardzo duży. My jednak stawiamy na sprawdzoną firmę. Rock Shox Reverb produkowana jest od dobrych kilku lat i zbiera bardzo dobre opinie. W wersji 100 milimetrów będzie bardzo dobrze pasowała do charakteru roweru trailowego. Sztyca jest produkowana w rozmiarze 30,9 milimetra, a taką średnicę mamy w Sancie.

Co nam właściwie daje sztyca opuszczana? Najpierw wady – rower będzie ważył ok. 250 gramów więcej. Na pocieszenie – nie jest to takie istotne w przypadku tego typu roweru. Sztycę czasami pasuje przeserwisować, do czego nie trzeba kosmicznych umiejętności. Dalej są już same plusy. Obniżenie siodełka pozwala na łatwiejsze pokonanie stromych zjazdów. Do tego zwiększenie prześwitu (po obniżeniu siodełka) ułatwia pokonanie trudnych odcinków ścieżek. Można się łatwo o tym przekonać, przesiadając się po jeździe z opuszczaną sztycą na „zwyczajną”. Jest trudniej!

Koszt modyfikacji to ok. 1200 złotych. Zysk na wadze – 250 gramów… ciężej.

Amor (prawie) bez zmian

Drugą sprawą jest zwiększenie skoku widelca. W naszym przypadku, jak już pisaliśmy, nie jest to problemem. Koszt takiej usługi to około 30-50 złotych. W zamian mamy widelec ze 120-milimetrowym skokiem.

Oczywiście pewnych rzeczy nie przeskoczymy. W takim rowerze lepszy byłby amortyzator z goleniami o średnicy 34 milimetry. Byłby on bardziej sztywny. Ale nakład finansowy również byłby odpowiednio większy…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mocniejsze, ale cięższe

Trzecia sprawa: koła. Cresty są super, ale raczej na łatwe trasy. Do skakania nawet małych hopek raczej się nie nadają. Można spróbować, ale wymiana kół będzie tańsza niż wstawienie dwóch jedynek…

Mocne koła to oczywiście pojęcie względne. Nie chodzi nam o pancerne koła do enduro. Musimy połączyć niezłą wagę, cenę i sporą wytrzymałość.

Dobrym wyborem są koła szwajcarskiej firmy DT – X1900 Spline. Producent pisze o nich:

„Koła X 1900 spełnią wymagania kolarzy MTB pod względem stosunkowo niskiej wagi, dużej wytrzymałości, nowoczesnego designu i atrakcyjnej ceny. Bardzo dobre parametry kół X 1900 osiągnięto dzięki zastosowaniu szerokich i lekkich obręczy, piast z bębenkiem o solidnych i precyzyjnie działających zapadkach oraz niezawodnych szprychach Straight Pull.”

Co ważne, limit wagowy rowerzysty to 110 kilogramów. W ZTR Crestach producent ograniczył go do 86 kilogramów.

Oczywiście coś kosztem czegoś… Koła ważą katalogowo 1865 gramów. Zakładając, że realnie jest to 1900 gramów, to 400 gramów więcej niż obecny zestaw. Pamiętajmy, że Cresty to jedne z najlżejszych obręczy do roweru. Poza tym DT to koła o innym przeznaczeniu.

Piasty X 1900 przystosowane są do mocowania tarcz w systemie centerlock. Producent dodaje jednak adaptery, dzięki którym założymy tarcze na 6 śrub. Koła są przystosowane do montażu opon bezdętkowych.

Cena modyfikacji: 1192 złote. Zysk wagowy… szkoda pisać.

 

Dwa rowery w jednym

Sama wymiana kół to nie wszystko. Opony, których używamy obecnie, nadają się do jeżdżenia po leśnych ścieżkach. Musimy je wymienić na coś konkretniejszego.

Na przykład Maxxisy Ardenty 2,25, oczywiście w wersji bezdętkowej. To bardzo dobre opony z agresywnym, ale bez przesady, bieżnikiem. Ważą realnie około 800 gramów na sztukę, ale te nieco ponad 150 gramów – w porównaniu do wariantu wyjściowego – są tego warte.

Do Superlighta nadadzą się idealnie. Maxxisy dość łatwo układają się na obręczach, zwykle nie ma problemów z ich uszczelnieniem.

Koszt tej modyfikacji? 260 złotych. Zysk wagowy… Hm…

Podsumowując: wydaliśmy 2700 złotych. Do ramy dorzuciliśmy 800 gramów, ale nasz rower zupełnie zmienił oblicze. Wiadomo, pewnych rzeczy nie da się wyeliminować. Szczególnie dokuczliwy jest wiotki tył. Można go nieco usztywnić wymieniając oś z QR na 10-milimetrową, ale musielibyśmy przerobić piastę.

Jeśli nie pozbędziemy się starych części, będziemy mieć właściwie dwa rowery. Pierwszy – szybki full 29 do pokonywania dość łatwych tras. Po wymianie kół i sztycy całkiem dzielny rower trailowy, który nie będzie bał się wyjazdu w góry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *