Modyfikacja roweru – jak tego nie robić?

 

Na blogu roweryczesci.pl zastanawiamy się, jak przerobić rower, jakie części do roweru wybrać. Prestiżowy brytyjski portal bikeradar.com opublikował listę pięciu modyfikacji roweru szosowego, które nie są potrzebne. Zgadzacie się z nią?

Gadżety, nowe błyszczące części, słowem bikeporn, śnią się chyba każdemu rowerzyście. Potem jest faza realizacji: szukanie kasy. Praca po godzinach, czasami na dwa etaty, wszystko po to, by zdobyć upragnioną część. Niektórzy myślą o sprzedaży nerki. Czy zawsze warto się zarzynać?

 

Węglowe koła

Koła z karbonu są niesamowite – świetnie wyglądają, fajnie brzmią i są bardziej aero. Mają też jednak swoje wady. Karbonowe obręcze gorzej współpracują z klockami hamulcowymi, dlatego cały rower słabiej hamuje. Różnica najbardziej odczuwalna jest podczas deszczu.

Koła karbonowe posiadają zwykle wyższy stożek (obręcz). To świetne rozwiązanie na bezwietrzną pogodę. Gdy jest silny wiatr, jedzie się zdecydowanie gorzej. W takiej sytuacji można wymienić koła na drugi, „zwykły” komplet, ale jeśli jest on oparty na aluminiowych obręczach, musimy też zmienić klocki hamulcowe… A to wymaga czasu.

I wreszcie najważniejsze – cena. Nie da się ukryć, że ceny karbonowych kół mogą być kosmiczne. Co powiecie na Lightweight Meilenstein? Są przepiękne. Niemal 50-milimetrowy stożek i waga trochę ponad kilograma (dokładnie 1120 gramów)… Do tego niesamowita sztywność. Wszystko jest super do momentu, gdy dochodzimy do ceny. Niemal 18 tysięcy złotych to tyle, ile musimy zapłacić za kilkuletni miejski samochód. Albo za nowe koła do roweru…

Koła Lightweight Meilenstein w wersji na szytkę kosztują niemal 18 tysięcy złotych. Za tę cenę można kupić bardzo dobry rower (z kołami) albo… samochód!

Szytki

Zawodowcy używają szytek, bo mają one sporo zalet. Koła pod szytki są lżejsze i bardziej bezpieczne. Jeśli używamy kół karbonowych, lepiej więc kupić wersję pod szytki niż pod dętki. Tylko czy są one nam niezbędne?

Szytki są bardzo lekkie, dobrze niosą. Wadą jest kłopotliwa wymiana, która raczej nie jest możliwa na trasie. Dlatego jeśli stać Cię na wóz serwisowy, który będzie jechał za Tobą, to doskonałe rozwiązanie.

Continental Olimpic 28″x19 700x19C to szytka, która świetnie sprawdzi się na torze. Cena katalogowa – 1200 złotych za sztukę, może trochę zbilansować szereg zalet.

Bikeradar.com proponuje, by zamiast szytek spróbować opon bezdętkowych. Są one nieco cięższe, ale mniej kłopotliwe w codziennej eksploatacji.

 

Rowery aero

Rosnąca moda na triathlon spowodowała, że rowery aero to ważny punkt w ofercie rowerowych sklepów. Producenci kuszą zgubionymi watami, które przekładają się na cenne sekundy, urwane na trasie.

Storck Aerfast Platinum – piękny, prawda? Waga – 6,5 kilograma! Żeby jednak poczuć różnicę, trzeba go rozbujać do 35-40 km/h, poniżej tej prędkości zachowuje się zupełnie normalnie. Tylko cena nie jest normalna – powyżej 50 tysięcy złotych…

Ale rowery aero, a właściwie ramy, mają swoje wady. Większe profile przekładają się na wyższą masę całego zestawu. Poza tym ramy aero są bardzo sztywne, co przekłada się na znacznie gorszy komfort. Nie bez znaczenia jest też znacznie wyższa cena. Jeśli więc nie jest „prosem” i traktujesz jazdę na rowerze w kategoriach pasji, odpuść sobie ramę aero.

 

Elektryczne grupy napędu 

Kolarstwo się elektryfikuje – nikt nie wątpliwości, że jest inaczej. Szybkość zmiany biegów w grupach elektrycznych jest niesamowita. Napęd działa niezależnie od zabrudzonych linek.

Tylko czy, to jest niezbędne – pyta bikeradar.com? Grupy mechaniczne osiągnęły bardzo wysoki poziom. Mówił o tym Tom Ritchey podczas jednego z wywiadów. – Grupy elektryczne są bez sensu, bo nie dają żadnej przewagi. Sam jeżdżę na Shimano 105 i jestem bardzo zadowolony z jej działania. Nie potrzebuje niczego więcej – powiedziała legenda MTB, która na brak pieniędzy nie ma co narzekać.

Grupy mechaniczne działają bez problemu pod warunkiem, że o nie dbamy. Jednak zabrudzenie napędu w rowerze szosowym to nie problem tak poważny, jak w rowerze MTB.

Przerzutka przednia Campagnolo Super Record 11S EPS. Co by nie mówić, jak już Włosi coś zrobią, musi to jakoś wyglądać. Przerzutka kosztuje niemal trzy tysiące złotych i jest cztery razy droższa od wersji mechanicznej.

 

Hamulce tarczowe

To chyba najbardziej kontrowersyjna modyfikacja roweru, skrytykowana przez Brytyjczyków. Nie przeczą oni, że hamulce tarczowe są znacznie lepsze niż tradycyjne szczękowe. Jednak sprawdzą się one przede wszystkim wtedy, gdy jeździsz często podczas deszczu, a obok domu masz strome zjazdy.

Nie da się ukryć, że hamulce tarczowe są cięższe niż szczękowe. Do tego dochodzi cena – nawet zakup najtańszych tarcz hydraulicznych to spory wydatek. Kupowanie tanich mechaników raczej nie ma sensu. Niektórzy polecają hybrydy mechaniczno-hydrauliczne. Obsługuje się je klasycznymi klamkami, ale sam zacisk uruchamiany jest z pomocą płynu hamulcowego.

Hamulce tarczowe mają spory sens w niektórych grupach rowerów szosowych. Trudno sobie wyobrazić dzisiejszy rower gravelowy bez tarcz. Z drugiej strony – czy gravela można jeszcze zaliczyć do rowerów szosowych?

Coraz więcej producentów decyduje się na użycie hamulców tarczowych w szosówkach. Przypomnijmy, że zawodowcy nie mogą korzystać z nich podczas wyścigów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *